Pozwolić sobie na słabość.

To był pierwszy krok, który byłam w stanie dla siebie zrobić w czasie długotrwałego natężenia presji i wyzwań – przyznać się sama przed sobą, że jest trudniej, że nie nadążam, że potrzebuję odpoczynku i spokoju.

W gonitwie spełniania oczekiwań, poszukiwania akceptacji na zewnątrz i ciągłego dążenia do celu odcięłam się od trudnych emocji i uczuć, które pojawiły się we mnie na skutek kilku ciężkich życiowych zdarzeń. (Hej, Dziewczyno – wiem, że możesz mieć podobnie!)

Próbowałam udawać, że jest okej, że wszystko jest w porządku. Bo przecież – ja Terapeuta, ja Trener, ja Pomagacz (tutaj wstaw dowolne – ja Matka, ja Kobieta, ja Przedsiębiorca …) – MUSZĘ iść do przodu z podniesioną głową pomimo wewnętrznego rozsypania. Ano – NIE MUSZĘ, a wręcz NIE MOGĘ.

Udawanie, że jestem okej z sytuacjami, które zadziały się w moim życiu szło mi całkiem nieźle. Organizacja szkoleń, wyjazd do Warszawy, projekty na studiach, przeprowadzka do nowego, ładnego mieszkania.. „Przecież wszystko jest dobrze, akceptuję to, co przyniosło mi życie i na poziomie logicznym jestem z tym okej.”

Do czasu, kiedy moje ciało nie zaczęło strajkować.

Mogłam oszukać swój umysł, mogłam oszukać przyjaciół, mogłam stworzyć piękne pozory siły i spokoju. Ale ciała oszukać nie mogłam. Wielotygodniowy stres i gromadzący się w ciele kortyzol spowodowały pogorszenie się mojego stanu zdrowia. Chcę Ci przypomnieć w tym miejscu, że nasze zdrowie fizyczne jest związane BEZPOŚREDNIO z kondycją psychiczną i emocjonalną. Nasze myśli wpływają na emocje i nastrój, a te z kolei bezpośrednio powiązane są z układami nerwowym i hormonalnym, regulującymi pracę całego ciała.

U mnie pojawiły się zaburzenia pracy tarczycy, a osłabiony układ immunologiczny nie miał sił walczyć z infekcjami. Do tego zaburzenia łaknienia i snu. Kolki w żołądku. Brak okresu. Bóle dolnego odcinka kręgosłupa i gardła.* No i rzecz jasna permanentnie trwający stan zapalny organizmu.

Ile rzeczy musiało się zadziać, żebym w końcu się zatrzymała!! Żebym została przez kilka dni w domu i usłyszała swoje niezaspokojone potrzeby. Żebym mogła przyjrzeć się uczuciom, które przykryłam szczelnie płaszczem pracy i rozwoju.

(Kochana, jestem pewna, że znasz to z autopsji lub jest w Twoim otoczeniu ktoś, kto tak funkcjonuje.. Rozmawiam często z Wami i wiem, że dopiero choroba jest w stanie Was na chwilę zatrzymać! Z tego miejsca zatem proszę – jeśli masz podobnie – zostaw teraz serduszko w komentarzu pod postem na Facebooku lub podeślij ten artykuł komuś, komu może się on przydać. Pokażmy sobie nawzajem, że nie jesteśmy w tym same!)

Słabość i płacz są okej.

Pozwolenie sobie na słabość, przyznanie się przed samą sobą do tego, że teraz jest trudniej było dla mnie pierwszym krokiem do akceptacji zaistniałego stanu rzeczy. A moc do zmiany mamy tylko i wyłącznie w kierunku rzeczy, które akceptujemy.

Chcę Ci powiedzieć też – bo być może nigdy wcześniej tego nie słyszałaś/ nie słyszałeś – że słabość jest okej i masz do niej prawo. Łzy są okej i masz do nich prawo. Krzyk jest okej i możesz sobie na niego pozwolić. Masz prawo czuć swoje emocje, one są po coś. Są informacją i drogowskazem. Nie zakrywaj ich zatem tak, jak zrobiłam to ja.

* Taaak, gardło – obszar niewypowiedzianych słów, niewypłakanych łez, żalu i smutku. Z perspektywy fizjoterapeutycznej – ścisk czy tzw. gule, które odczuwamy w gardle podczas dużego smutku i hamowania płaczu to zaciskające się mięśnie krtani. Z perspektywy NVC – być może potrzeba żałoby, czy opłakania niezaspokojonych potrzeb. ? Więcej o tym w jaki sposób nasze ciała i umysły są ze sobą powiązane opowiadamy z @blondynkanasportowo podczas Warsztatów Holistycznego Rozwoju dla Kobiet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *